Muzyka Lat 50-tych - Polska Estrada - Historia Artystów Polskiej Estrady

Polska Estrada
Przejdź do treści

Menu główne:

Artyści

Muzyka Lat 50-tych

Lata 50-te z dwudziestego wieku to okres mało sprzyjający rozwojowi polskiej kultury a w szczególności muzyki rozrywkowej, ponieważ w 1949 roku władze wprowadziły zakaz nadawania muzyki tanecznej przez radio. Musimy pamiętać, że polska estrada podlegała bezpośrednio pod Jakuba Bermana, który jednocześnie odpowiadał za urząd bezpieczeństwa PRL.
    
Był to okres, w którym promowano kolektywizm eliminując jednocześnie kult gwiazdora. Do występów estradowych były uprawnione jedynie osoby tzw. „politycznie poprawne”. Wszelkie trendy zachodnie były natychmiast eliminowane co ograniczało polską estradę. Były to czasy ubogie zarówno w zespoły i solistów. Polskich artystów można było policzyć dosłownie na palcach. Pojawiały się nazwiska Marii Koterbskiej, Reny Rolskiej, Sławy Przybylskiej, Janusza Gniatkowskiego, którzy byli promowani, nie dopuszczając do głosu młodych wykonawców.

Przez niemal cztery lata aż do śmierci Stalina pod dyktando komunistycznej partii radio, było opanowane przez muzykę poważną, ludową, przez pieśni patriotyczne i piosenki zachęcające do pracy. Z jednej strony radość z zakończenia wojny sprzyjała w pisaniu pogodnych radosnych piosenek, z drugiej jednak strony, władze preferowały pieśni promujące budowę Polski, czyli socjalizm. Nawet jeśli mówiły one o miłości, to była to miłość do nowego osiedla czy miasta, czyli utwory sławiące budowniczych nowego systemu. W VI wieku przed naszą erą chiński myśliciel Shu Ching powiedział: “ Do zmienienia ludzi, ich zachowania się i zwyczajów, nie ma lepszego środka niż muzyka. Choć początek lat 50. XX wieku nie był dla polskiej piosenki okresem łatwym, był on zdecydowanie bogaty w utwory, które warto sobie przypomnieć, ponieważ miały istotny wpływ na świadomość Polaków. Największy przebój lat 40. i 50. to “Wszystko tobie ukochana ziemio” śpiewał państwowy zespół ludowy pieśni i tańca Mazowsze. To utwór, który wzrusza i jednocześnie przypomina czas absurdu. Dziś, ta socjalistyczna pieśń jest lekcją historii dla młodych i potężną dawką patriotyzmu w połączeniu z twórczością Gałczyńskiego. Wszystko to przenosi nas w niezwykle trudny dla Polski okres PRL, o którym jednak warto pamiętać.

Tuż po wojnie, dużą popularnością cieszyły się piosenki Mieczysława Fogga, który urodziła się 30 maja 1901 roku w Warszawie, a zmarł 3 września 1990 roku; „Jesienne róże”, „Piosenka o mojej Warszawie”, „Ta ostatnia niedziela”, „Ramona”, „Szkoda twoich łez”. Artysta zdobył sławę jeszcze przed II wojną światową. Zwyciężył w ogólnopolskim plebiscycie słuchaczy polskiego radia. Wojenną zawieruchę przerwał w Warszawie, występując w kawiarniach dostępnych polskiej publiczności, w szpitalach i na barykadach podnosząc na duchu żołnierzy Powstania Warszawskiego. Płyty z jego nagraniami osiągnęły nakład 25 mln. egzemplarzy. W latach powojennych uznaniem cieszyły się też przeboje innych artystów urodzonych przed 1939 rokiem - m. in Sławy Przybylskiej - “Pamiętasz była jesień”, Ireny Santor - “Każda miłość jest pierwsza”, czy „Powrócisz tu”, Haliny Kunickiej - “Niech no tylko zakwitną jabłonie”, czy “Orkiestry dęte”.

Siłą muzyki z tamtych lat jest niewątpliwie jej autentyczność. Pieśni były piękne, łatwo wpadały w ucho i miały bardzo ładne wzruszające do dziś teksty. Jednak czasy kiedy promowano pieśni masowe, ich tematyka była bardzo ograniczona. Muzyka przeładowywała stereotypy polityczne, kulturowe i obyczajowe bariery jak żelazna kurtyna dając początek nowej generacji i nowym czasom. Nie sprzyjało to w pisaniu piosenek bez przesłania ideologicznego. Chociaż większość nagrań stanowiła nadal muzyka poważna, melodie operetkowe i ludowe to polscy piosenkarze, zaczęli dołączać do swego repertuaru piosenki artystów zagranicznych, lecz śpiewane zazwyczaj z polskimi tekstami. Były to przeważnie przeboje znane nie tylko w Europie, ale i również za oceanem. Wiele z tych utworów świetnie nadawała się do tańczenia. Preferowano wtedy piosenkę francuską a trochę później również i włoską. Jan Denek był wykonawcą piosenek francuskich takich jak: “Nicolo Nicolo Nicolino”, “Samotność”, “ Zakochani”, do których polskie słowa pisała Anna Jakowska. A jego największe przeboje to “Kuglarze”, “Piosenka frontowego Szofera”, “Słoneczniki”, „To tylko tu”, “Spotkanie z księżycem”, “Wiatr na ulicy” i słynna “Bella Bella Donna” z roku 1957, którą zaśpiewał w duecie z Januszem Gniatkowskim.  

W czasach PRL-u, czyli stalinowskich, Polska była całkowicie odizolowana od zachodniego świata. Zagraniczne rozgłośnie radiowe były skutecznie zagłuszane. Wyjazdy zagraniczne ograniczone do przypadków koniecznych i odbywające się pod ścisłym nadzorem. Polskie media mocno ocenzurowane. Posłuchać muzyki można było, ale tylko tej którą narzucały monopolistyczne polskie media, czyli polskie radio, a od połowy lat 50. również polska telewizja. Działalność kulturalna w tamtych czasach odbywała się pod dyktando i na zamówienie władz. Wszelka nielojalność i swawola twórcza, były napiętnowane restrykcjami. Podobnie jak literatura - artyści starali się przemycać w tekstach słowa odbiegające od założeń partii. Przykładem takiej pieśni jest wielki przebój roku 1950 autorstwa Zdzisława Gozdawy i Wacława Stępnia „Małe miasteczko na Mariensztacie”, która w późniejszym czasie śpiewana była przez Irenę Santor, słynną piosenkarkę - dawniej solistkę zespołu Mazowsze. Utwór ten przejawia konsumpcyjne nastawienie do życia, oraz marzenia o innej rzeczywistości.  

Po śmierci Stalina, powoli sytuacja zaczęła się zmieniać na przełomie 1953/54 roku. Wtedy jedyna państwowa firma fonograficzna Muza, zaczęła wydawać płyty z nieco lżejszym repertuarem. Chociaż większość nagrań stanowiła nadal muzyka poważna, melodie operetkowe i ludowe, to polscy piosenkarze początkowo nieśmiało, ale jednak, zaczęli dołączać do swojego repertuaru piosenki artystów zagranicznych, lecz śpiewane zazwyczaj z polskimi tekstami. W 1955 roku, w środowisku muzyki rozrywkowej, królowała orkiestra Stefana Rachonia i jej liczni soliści; Józef Gawrylug, Marian Woźniak, Romuald Naruszewicz. Orkiestra Rachonia grała tematy operetkowe i różnego rodzaju burleski, parafrazy, uwertury, miniatury. Z Rachoniem nagrywał Chór Czejanda, Bogdan Niewinowski i Mieczysław Fogg.

Wielu solistom akompaniował chór Czejanda założony w roku 1946 na gruzach stolicy przez Czesława Januszewskiego, pseudonim Czejand. Prócz niego zespół ten tworzył także; Adam Muszyński, Roman Szach i Zygmunt Sylwestrowicz. Chór Czejanda śpiewał wtedy prawie wszystko, piosenki rosyjskie, pieśni o odbudowie kraju, odbudowie stolicy i jej uroczych zakątkach, typowe rozrywkowe przeboje, piosenki ludowe, a także jedną piosenkę rock-n-rollową, słynny “ Rock Around the Clock” z repertuaru Billa Haley-a, ale to już późniejsza historia z roku 1957. Właściwie prawie wszyscy ówcześni soliści śpiewali na tle chóru Czejanda - m. in. Mieczysław Fogg, Andrzej Bogucki, Janina Godlewska, Leopold Nowosa i Barbara Barska. Solistom tym akompaniowała najpierw orkiestra Jana Cejmera, a po jego wyjeździe z kraju, głównie Stefana Rachonia.  

Były też inne zespoły radiowe w Katowicach, przez pewien czas Stalingród. Popularnością cieszyła się orkiestra Jerzego Haralda. Na tle której, nagrywali Maria Koterbska i Janusz Gniatkowski, “ Pod Parasolem”, “Zachodzi słoneczko”, “Żabi sport”, “Serduszko puka w rytmie cza-cza”, “Mój chłopiec piłkę kopie”- to ówczesne nagrania Koterbskiej z grupą wokalną Wesoła Czwórka. To właśnie Maria Koterbska i Zbigniew Kurtycz w połowie lat 50. wprowadzili nowy styl śpiewania. Oboje jak nikt inny potrafili swingować i gwizdać co było w polskiej piosence nowością. Z grona dość spokojnie i bez polotu śpiewających solistów  zdecydowanie wyróżniali się do ówczesnej mody muzyki synkopowej.   

W radiowym archiwum przetrwało nagranie pierwszego w Polsce i prawdopodobnie jedynego w tamtych czasach rock-n-rolla “ W Arizonie”, w wykonaniu Zbigniewa Kurtycza. Nagranie to przez szereg lat było na indeksie i nie mogło być emitowane. Zbigniew Kurtycz, nagrywał wtedy z kwartetem Kazimierza Turewicza. Jego ówczesne przeboje to: “ Tak czy nie”, “ Za dzień już nie spotkamy się w wielkim świecie”, “Cicha woda” i “Andriusza”. Miłość do jazzu wniósł Kurtycz jeszcze z czasów wojennych, kiedy to w armii Andersa, wraz z którą przeszedł niemal cały szlak bojowy, śpiewał liczne standardy Glena Milera.

Po odwilży w 1956 roku sytuacja nieco się poprawiła. Wtedy to miała miejsce eksplozja nowych rytmów tanecznych. Niezwykłe popularne stały się rytmy latynoamerykańskie; samba cza-cza czy mambo. Najpopularniejszą wykonawczynią tego repertuaru a także dixieland-ów była Natasha Zelska, która mimo że nie miała nadzwyczajnego głosu, znakomicie czuła te rytmy. Utwory; “Bajo bongo”, Mexicana”, czy “Mambo Italiano” gwiazdy polskiej muzyki rozrywkowej lat 50. kojarzą chyba wszyscy. Artystka zdecydowanie była królową tej epoki. Jej popowa muzyka posiadała humor. Przeszła do historii jako latynoamerykańska gwiazda polskiej estrady lat 50.  

W latach 50. odbywał się również swoisty renesans piosenek przedwojennych. Wiele piosenek przedwojennych w tych  latach, przeżywały swoją drugą młodość; ”Biały Boston”, „Ja się boję sama spać”, „Kiedy znów zakwitną białe bzy”, „Pożegnanie lata” i wiele, wiele innych. Przedwojenne piosenki znalazły się w repertuarze nowych wykonawców i otrzymały nowe aranżacje zupełni inne, lecz wcale nie gorsze od oryginałów. Mistrzami aranżacji przedwojennych piosenek w latach 50. byli Jerzy Abratowicz i Tadeusz Suchocki.  

Stanisław Grzesiuk to polski pisarz i pieśniarz. Był autorem m.in. utworu “Nie masz cwaniaka na Warszawiaka”. Był on popularyzatorem przedwojennego folkloru Czerniakowskiego. Zadebiutował w 1958 roku powieścią “5 lat kacetu”, w której opisał swój pięcioletni pobyt w obozach koncentracyjnych. Prawdziwą sławę przyniosły mu jego barwny język i specyficzny humor.

Dużą popularnością cieszyły się też piosenki z filmów. Najpopularniejsze melodie z biało-czarnego ekranu błyskawicznie trafiały przed radiowe mikrofony i na płyty gramofonowe. Wiele z nich np. “Jak przygoda to tylko w Warszawie”, czy “Chcecie to wierzcie, chcecie nie wierzcie”, zaraz po kinowych premierach śpiewała cała Polska. Szlagierami zostały również przeboje filmowe takie jak; “Karuzela “ z filmu Irena do Domu, oraz “Pamiętasz była jesień”z filmu Pożegnanie.  

Pod koniec lat 50. społeczeństwo stało się bardziej prawicowe. Energiczna rockowa muzyka tak odmienna od muzyki, która tworzona była wcześniej, miała ogromny wpływ m. in. na młodzież która słuchając tekstów rockowych utworów zaczęła, się buntować przeciwko ograniczeniom. Ofiarą nagonki padł również oficjalnie polski zespół Rhythm & Blues. Dzień jego debiutanckiego występu w Gdańsku 24 marca 1959 roku, uznaje się za umowną datę powstania muzyki bigbitowej. Przeciwnej nowej muzyce Ministerstwo Kultury i Sztuki, ogłosiło zakaz występów zespołu Rhythm & Blues w salach powyżej 400 miejsc. A to oznaczało faktyczny zakaz koncertowania i rychły rozpad grupy w połowie 1960 roku.  Ale fali nowej muzyki władze nie mogły już zatrzymać.

Dosłownie z dnia na dzień po rozpadzie Rhythm & Blues, narodzili się Czerwono-Czarni. Nazwa wzięła się od barw gdańskiego klubu jazzowego miejsca powstania zespołu. W repertuarze granym przez Czerwono-Czarnych, znalazły się prawie wyłącznie rock-n-rollowe przeboje zagraniczne. Tak było do 1961 roku, kiedy muzycy grupy zaczęli tworzyć własne piosenki. Nie mniej ważna od muzyki była inicjatywa Czerwono-Czarnych zamykająca się w haśle “Szukamy Młodych Talentów”. W efekcie eliminacje, a potem finały ogólnopolskiego konkursu w Szczecinie 1961 i 62 roku. Z okazji zaprezentowania się skorzystali m. in. Karin Stanek, Helena Majdaniec, Marianna Wróblewska, Kasia Sobczyk, Wojciech Gąssowski, Jacek Lech i inni. A później, również zespół Niebiesko-Czarni. Do roku 1967 Czerwono-Czarni należeli do czołówki polskiego bigbitu, nagrywając liczne przeboje m. in. “Chłopiec z gitarą”, „Dwudziestolatki”, „Jedziemy autostopem”, „Nie bądź taki szybki Bill”, „O mnie się nie martw”. Do rozpowszechnienia muzyki na niespotykaną skalę przyczyniła się telewizja, oraz Festiwale Piosenki zwłaszcza w Sopocie, Opolu, Kołobrzeg i Wrocławiu. To właśnie na nich zdobywały popularność gwiazdy powojennej polskiej estrady.  

A teraz ciekawostka z lat 50. Jak się wtedy ubierali?  
Moda dla pań, to sukienki za kolana, zdecydowanie krótsze niż w latach 40-tych, ale za to na halce i koniecznie cięte z koła. Klasyczne czółenka, na sportowo krótkie trampki, lub baleriny. Góra stroju dopasowana z niewielkim dekoltem.
Ale lata 50. to również Pin-up.
Moda dla panów pozostawała w klimacie dwurzędowych marynarek, ale w latach 50. były one bardziej taliowane. Narodził się też styl buntownika bez powodu w skórzanej kurtce motocyklowej, dżinsach i białym podkoszulku. No i nie mogło zabraknąć butów dalej zwanych bitelsówy z długimi, wąskimi czubami, ale to już początek lat 60-tych, kiedy na estradzie zaczęli się pojawić chłopcy z długimi włosami.
Kontakt: mediapolonii@gmail.com
copyright © 2019
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego