Krzysztof Klenczon - Polska Estrada

Polska Estrada
Przejdź do treści

Menu główne:

Artyści

Krzysztof Klenczon

Krzysztof Klenczon urodził się 14.01.1942 r w Pułtusku. Rodzice, ze względu na nową pracę musieli przenieść się do Szczytna. W 1946 roku ojciec Krzysztofa, jako były żołnierz Armii Krajowej został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa. W oczekiwaniu na wyrok (odpowiadał z wolnej stopy), uciekł z miasta i ukrywał się przez 10 lat pod zmienionym nazwiskiem. Ojciec, po odwilży politycznej wrócił do Szczytna. Jego niekończące się rozmowy z Krzysztofem zaszczepiły w nim ogromny patriotyzm.

Po maturze Krzysztof postanowił zostać inżynierem i w 1960 r. przyjęto go na wydział Budownictwa Lądowego Politechniki Gdańskiej. Uroki wielkiego miasta nie sprzyjały jednak nauce. Studia przerwał po pierwszym semestrze, bardziej interesował go sport. Do Gdańska przyjechał rok później by jeszcze raz szukać szczęścia. Został słuchaczem Studium Nauczycielskiego w Oliwie i wybrał specjalność nauczyciela wychowania fizycznego. Tam poznał Karola Wargina, który zaszczepił w nim dążenie do sukcesów muzycznych. Karol namówił Krzysztofa do uczestnictwa w eliminacjach muzycznych i przypadek sprawiał, że jako duet przeszli eliminacje które kwalifikowały ich na występ w Szczecinie na Festiwalu Młodych Talentów ogłoszonym przez Czerwono-Czarnych”. Znaleźli się w złotej trójce i uznani zostali za najlepszy duet wokalny 1962 roku.

Prawdziwy przełom muzyczny Krzysztofa, miał miejsce za czasów nawiązania krótkiej wprawdzie, ale owocnej znajomości z „Niebiesko-Czarnymi”. Po ukończeniu Studium Nauczycielskiego w Oliwie otrzymuje nakaz pracy w małej wiosce Rumy koło Szczytna. To było dla Krzysztofa jak zesłanie. Trudno było wyobrazić sobie energicznego, pełnego muzycznych pomysłów Krzysztofa w tej małej mieścinie, na lekcjach WF. Zrządzenie losu sprawiło, że następnego dnia otrzymał telegram od Franciszka Walickiego – kierownika zespołu „Niebiesko – Czarni” z prośbą o stawienie się na próby zespołu. Krzysztof rzucił wszystko i natychmiast wyjechał na wybrzeże. Wystarczył jeden dzień, aby mała miejscowość Rumy na Mazurach przeszła do historii. Krzysztof szybko został zaadoptowany w zespole Niebiesko – Czarnych, był samoukiem i do wszystkiego dochodził sam. Wspomagali go koledzy z zespołu; Janusz Popławski i bracia Bernolakowie. Wkrótce napisał  swój pierwszy utwór instrumentalny „Gdy odlatują bociany”.

W grudniu 1963 roku zespół Niebiesko-Czerni, wraz Krzysztofem Klenczonem, został zaproszony do Paryża. Było to niebywałe w tamtych czasach wyróżnienie, najwyższe wtajemniczenie estradowe. Zaprosił ich sam Bruno Coquatrix – dyrektor paryskiej „Olimpii”. Tam występowały wówczas gwiazdy najwyższego, muzycznego formatu. Edith Piaf, Marlena Dietrich, Gilbert Becaud, The Beatles, Frank Sinatra, Ray Charles, Jerry Lee Levis i wielu, wielu innych piosenkarzy z najwyższej półki muzycznej.
Od 12 do 25 grudnia Niebiesko – Czarni występowali w paryskiej „Olimpii” w programie pod nazwą: „Les Idoles des Jeunes” (idole młodzieży i młodości) u boku takich sław jak „Little” Stevie Wonder, Dionne Warwick, The Shirelles, The Eagles, czy Rockeros (słynna La Bamba). Ten okres wspólnych występów z wielkimi gwiazdami wywarł ogromne wrażenie na całym zespole a później, na twórczości Krzysztofa.

Krzysztof był z natury nieśmiały, ale również impulsywny. Można było zauważyć to w jego kompozycjach. Jego pierwsze występy na scenie, były dla niego wielkim przeżyciem i okupione były ogromną tremą. Chował się za kolumnami głośnikowymi tak, żeby było go jak najmniej widać. Z czasem, oswoił się ze sceną, widownią i stał się idolem nastolatek.
Był bardzo pracowity. Potrafił godzinami ćwiczyć chwyty gitarowe, dochodząc do perfekcji. Słynny był z tego, że utwory które komponował miały zawsze piękne, długie wstępy i zakończenia. Jego muzyczną podporą w zespole Niebiesko – Czarni był Janusz Popławski, który pomagał Krzysztofowi nadrabiać zaległości repertuarowe. W późniejszym czasie jednak to Janusz uczył się już od Krzysztofa. Któregoś dnia Franciszek Walicki usłyszał Krzysztofa grającego nową melodię na gitarze. Spodobało mu się to bardzo. Franciszek Walicki pod muzycznym pseudonimem Jacek Grań napisał tekst i tak powstała piosenka „Taka jak ty”.

Odejście Krzysztofa z zespołu Niebiesko – Czarni było zaskoczeniem dla wszystkich. Również dla Franciszka Walickiego, który doceniał talent Krzysztofa i jego muzyczny rozwój. Cóż Krzysztof nie mieścił się w ramach zespołu. Był niepokorny, chodził własnymi ścieżkami, ale miał wytyczony cel. Zbyt dużo było gwiazd wokół. Był na tyle dobrym muzykiem i wokalistą, że postanowił iść własną drogą. Nie jest miło stać w cieniu Niemena czy Wojtka Kordy, miał własne pomysły na życie i na muzykę. W zespole czuł się niepotrzebny. Chciał grać i śpiewać swoje, własne piosenki. Nie interesowało go naśladowanie zespołów zachodnich.
                                 
Franciszek Walicki określił Krzysztofa „Zbuntowanym Aniołem”, takim był w rzeczywistości. W lutym 1964 roku nie pojawił się na koncercie Niebiesko – Czarnych. Powstała nowa grupa muzyczna pod nazwą „Pięciolinie”. Tu Krzysztof mógł wykazać swój kunszt muzyczny i wokalny. Wkrótce prawdopodobnie  pod dużym wpływem zespołu „The Beatles”- powstała w wielkiej tajemnicy „Grupa X”, która 3 stycznia przeobraziła się w zespół „Czerwone Gitary”. Występowanie z zespołem Czerwone Gitary był najlepszym okresem twórczości Krzysztofa Klenczona. W tym czasie skomponował on wiele utworów, które z stały się przebojami. Historia jednej znajomości, Gdy kiedyś znów zawołam cię, Biały Krzyż, Nie przejdziemy do historii, Retrospekcja, Kwiaty we włosach, My z XX wieku, Port, 10 w skali Beauforta to tylko nieliczne utwory z wielu kompozycji tego wybitnego artysty. Jego przyjaźń i współpraca z Januszem Kondratowiczem – autorem tekstów - rozwijała się nadzwyczaj pomyślnie. Rozumieli się doskonale, słowa i muzyka stanowiły całość i w połączeniu pasowali do siebie jak puzzle.

25 grudnia 1967 roku miało miejsce niezwykłe wydarzenie. W katedrze Oliwskiej odbył się ślub Krzysztofa z Alicją. Ogromna tragedia dla wielkiej rzeszy fanek Krzysztofa Klenczona. Świadkiem Krzysztofa miał być Czesław Niemen. Niestety, coś mu w tym czasie wypadło i zastąpił go Bernard Dornowski. (Podobno świadkowa to była od Niemena i to był powód „ Albo ja albo ona”- przeczytałam to w jednych z recenzji Agnieszka:)

Pięcioletnia współpraca Krzysztofa z zespołem „Czerwone Gitary” była najbardziej twórczym a zarazem najwspanialszym okresem Jego życia. Był to okres niekończących się sukcesów zespołu. Koncerty, festiwale, nagrania radiowe i płytowe, recitale zagraniczne.
Wywiady, nagrody, złote płyty , rzesze wielbicieli w każdym wieku, uznanie publiczności, i szacunek znawców. Ogromna popularność zespołu sprawiała, że byli wręcz rozchwytywani. Był to także okres indywidualnych sukcesów artysty, przede wszystkim jako kompozytora. Ogromne wrażenie pozostawił Krzysztof piosenką do słów Janusza Kondratowicza – „Biały Krzyż”-. Piosenka, o wydźwięku patriotycznym zadedykowana została Ojcu Krzysztofa – Czesławowi.

Na VII Krajowym Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu w czerwcu 1969 roku piosenka ta otrzymała Główną Nagrodę Ministra Kultury i Sztuki. Nagród było coraz więcej. Otrzymali dwie złote płyty za trzy długogrające krążki (longplay’e).
Na targach płytowych „MIDEM” w Cannes (Francja) otrzymują Nagrodę MIDEM razem z zespołami taki jak; The Beatles, The Seekers, The Monkes. Nagrody otrzymują również Lulu i Tom Jones. Jako najpopularniejszy zespół w Polsce wyróżnieni zostają specjalną nagrodą przez czasopismo muzyczne „Billboard”.

W styczniu 1970 roku w zespole narasta konflikt. Dwie silne indywidualności, dwa odmienne charaktery i ogromna rywalizacja w zespole. W styczniu 1970 r. Krzysztof Klenczon podjął znaczącą dla jego dalszej muzycznej kariery decyzję o opuszczeniu zespołu. W dwa miesiąca później, w marcu 1970r., ogłosił publicznie powstanie „Trzech Koron”. Brzmienie zespołu utrwalone zostało na SP Trzy Korony, wydanym przez Muzę, i na LP K. Klenczon & Trzy Korony, wydanym przez Pronit. Zespół nagrał teledyski do piosenek Retrospekcja i Kronika podróży, czyli ciuchcią w nieznane. Tu powstają takie utwory jak 10 w skali Beauforta, Port, Spotkanie z diabłem (do słów Andrzeja Olechowskiego), Nie przejdziemy do historii i inne. Estradowy żywot Trzech Koron trwał jednak niewiele ponad półtora roku. Piosenki skomponowane przez Klenczona podobały się publiczności, ukazały się na płycie długogrającej i ulokowały wysoko na krajowych listach przebojów.

Na ostatnim koncercie w Sali Kongresowej w dniu 18 kwietnia 1972 wystąpił wspólnie z legendarnym piosenkarzem, solistą zespołu „Rhythm & Blues” – Markiem Tarnowskim oraz zespołem „Niebiesko – Czarni”. Pożegnał się z publicznością i estradą. Piosenka „Nie przejdziemy do historii” zabrzmiała  to ostatni utwór sceniczny Krzysztofa.
W 1969 roku urodziła się Karolina pierwsza córka Kszysztofa. Przyszła na świat w Chicago, podczas pobytu Alicji Klęczonewej u rodziców.
W maju 1972 roku decyzję o pożegnaniu polskiej sceny muzycznej przyśpieszyły kłopoty rodzinne, nieustanne rozłąki z żoną i córką, które coraz częściej przebywały u dziadków w Chicago.
Kszysztof Klenczon wyjechał do Chicago -  z paszportem w jedną stronę, pozostawiając w Polsce popularność i uznanie, sławę i powodzenie. To, czego Ameryka nie dala mu nigdy i czego mu zawsze brakowało.

W 1973 roku urodziła się druga córka Jackie – Natalie. To właśnie dla niej Krzysztof dedykował niepowtarzalną balladę „Natalie – piękniejszy świat”. Kszysztof był odpowiedzialnym ojcem i aby utrzymać rodzinę pracował w firmie teścia jako taksówkarz i introligator.
W jednym ze swoich listów do do przyjaciela w Polsce napisał;
"Zacząłem tu grać już miesiąc po przyjeździe. Po występie w telewizyjnym Bob Lewandowski Show otrzymałem parę telefonów z propozycjami i wybrałem jeden z polskich klubów. Gram i śpiewam do tańca. Takie tam panują obyczaje, inne rządzą tam prawa, inne są formy działalności estradowej. Decydując się na występy w Ameryce, nie liczyłem na olśniewające sukcesy czy popularność. Jestem realistą. Wcześnie zdołałem trochę poznać tę gigantyczną maszynę pod nazwą show-business, właśnie tam, w jaskini lwa i to pozwoliło mi wyzbyć się złudzeń. Ale została wewnętrzna potrzeba komponowania i muzykowania, bycia na estradzie jest silniejsza od świadomości, że podobnych mi wokalistów i gitarzystów jest w tym kraju tysiące".

Dla Kszysztofa znajomość z Ameryką bez muzyki, radości tworzenia miała znamiona goryczy. W Chicagowskich klubach śpiewał przez pewien czas solo, grając na gitarze. W końcu udało mu się założyć zespół. W roku 1977 nagrał z nowa grupą longplaya w wytwórni płytowej Clay Pigeon International  pt.  „The Show Never Ends” – Christopher. Piosenki do których słowa napisał emigrant Vyto Beleska. W nagraniach pomogli mu także polscy muzycy zamieszkali w USA, m. in. Włodzimierz Wander, Marek Myszko, Jerzy Jabłoński, Krzysztof Słotkowicz. Radość była jednak krótka.

- Na rozreklamowanie i rozpowszechnianie płyty, zalegającej od miesięcy półki sklepowych zapleczy wciąż mnie nie stać- żalił się w jednym z wywiadów- Samo nagranie longplaya pochłonęło prawie wszystkie moje oszczędności, a i niemało dolarów teścia. Niewiarygodnie to droga przyjemność.

Potęgujący się żal, po tym co pozostawił w Polsce, gdzie spędził najlepsze lata swojego życia sprawił, że szukał ukojenia w komponowaniu. Napisał kilka piosenek świadczących o jego słowiańskiej duszy i tęsknocie za Ojczyzną. „Latawce z moich stron”,”Wiśniowy Sad”, „Muzyka z tamtej strony dnia”, „Dom”, „Natalii-piękniejszy świat”.
Po sześciu latach Kszysztof przyjechał do Polski. Na nowo rozpoczął znajomość ze swoja starą muzyczna ojczyzną. 3 lipca 1978 roku witały go tłumy na lotnisku w Warszawie. Oklaskiwano go wszędzie tam gdzie się pojawił. Krótki pobyt w Polsce zakończony został nagraniami do nowej płyty , której wydanie – z inicjatywy przyjaciół Janusza Kondratowicza i marka Gaszyńskiego – zaproponowały mu polskie nagrania. Tytułem płyty stał się przebój Klenczona sprzed lat , „Powiedz stary gdzieś ty był”. To-pytanie – tytuł, stawiano mu wielokrotnie podczas koncertowych tras po Polsce. Płytę promowano podczas trasy koncertowej po kraju w czasie jego następnej wizyty.

Płyta była gotowa na drugi jego przyjazd do kraju, jesienią 1979 r. Jej promocja odbywała się podczas trasy koncertowej po kraju. Jak podaje magazyn "Fonorama", rozpoczęła się ona 21 października w Bydgoszczy, zakończyła recitalem w Warszawie. Recenzent "Jazzu" napisał:
"Wieczorem 31 października Sala Kongresowa PKiN w Warszawie była wypełniona co najwyżej w połowie i mieli rację ci, którzy nie wybrali się na ten koncert. W pierwszej części wystąpiła Węgierka Magda Bodi (...), wokalistka o niewielkim wzroście, dysponująca całkiem dużym, do tego nieźle ustawionym głosem. Towarzyszył jej zespół prezentujący muzykę w koszmarnych aranżacjach, odegraną z estetyką godną prowincjonalnej restauracji. Następnie wkroczył na estradę Krzysztof Klenczon. Towarzyszył mu zespół Ryszarda Kruzy. Sytuacja odwróciła się. Teraz występowała dobra grupa instrumentalna z fatalnym solistą. Miał on kłopoty z emisją i intonacją. (...) Ubiegłoroczny, pierwszy powrót Klenczona na polską estradę był ciekawostką. Drugi - to klęska".

Kiedy fala solidarnościowa emigracji dotarła do Chicago, Kszysztof włączył się w działalność charytatywną, wspierając ją swoją muzyką. 26 lutego 1981 roku został zaproszony do uczestnictwa w koncercie w polonijnym Klubie Milford w Chicago. Cały dochód z koncertu miał być przeznaczony na rzecz polskich dzieci w szpitalach. W wyniku obrażeń odniesionych w wypadku samochodowym podczas powrotu wraz z żoną Alicją do domu z koncertu, zmarł 7 kwietnia 1981 roku.
25 lipca 1981 r. rodzina Kszysztofa Klenczona sprowadziła jego prochy do Polski Spoczęły na cmentarzu w Szczytnie.

W 1993 roku powstało w Gdyni stowarzyszenie Muzyczne Jego imienia -„Christopher”.
W Warszawie i Sopocie nadano nazwy ulic imienia Krzysztofa Klenczona. Czerwone Gitary nagrały Epitafium dla Krzysztofa.
W Szczytnie, rodzinnym mieście Krzysztofa, organizowane są koncerty i festiwale.
W dalekiej Australii w słynnym studio Tommirock nagrano piosenkę dla Krzysztofa „Zbuntowany Anioł” w wykonaniu Asi Lunarzewskiej, która przyjechała zza Oceanu i wystąpiła na festiwalu w Szczytnie. W nagraniu tej piosenki uczestniczy australijski, światowej sławy muzyk Tom Williams, który jest również współkompozytorem utworu.
Miasto Gdańsk upamiętniło Jego imieniem supernowoczesny tramwaj bydgoskiej Pesy.
Organizowane są koncerty pamięci artysty, powstał musical „Kwiaty we włosach”.

Autor:
Alicja Witkowska

Źródło materiału:
internet, różne

Kontakt: mediapolonii@gmail.com
copyright © 2019
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego